|
Strona 1 z 4 CZESŁAW
MIŁOSZ – LEWY PROFIL1
Polska deptana, gwałcona na nowo, uderzona w to,
co w niej najszlachetniejsze – apokalipsa
[...] tylko patrząc z otwartymi oczami na „nieludzką
ziemię” można
jeszcze oddychać z uczuciem
Józef Czapski2
Zawsze
bardzo przejmowało mnie to zdjęcie: Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz i
Kazimierz Wyka, nieprawdopodobnie młodzi, siedzą na jakichś deskach, przy
jakiejś szopie. To w Krzeszowicach, 1942. Mieszkałem tuż obok, w Krakowie.
Wszyscy oni w mniejszym lub większym stopniu oddziałali na moje życie, także
przez kontakt osobisty. Ale najbardziej, jak zawsze przy oglądaniu starych
zdjęć, przejmuje mnie kontrast między tamtą unieruchomioną chwilą, a przyszłymi,
nie przesądzonymi jeszcze wyborami życia, i moją dzisiejszą wiedzą. Upływ
czasu, nawet najlepszego, jest zawsze okrutny, a darzyłem tych ludzi zmienną,
lecz oczywistą sympatią. Nie wiadomo było, co będzie z Polską, że światem,
z nami. Nie było też wtedy przesądzone, że najważniejszym doświadczeniem,
jakie czeka jeszcze nas wszystkich, będzie komunizm. Komunizm
był totalitaryzmem podobnie jak nazizm niemiecki. Podstawowym kryterium
moralnym i intelektualnym oceny jest tu – jak w wypadku hitleryzmu
– globalny wymiar ludobójstwa sowieckiego. Czy robiono to w imieniu
idei uniwersalnej czy partykularnej, to sprawa dla ofiar samego ludobójstwa
drugorzędna. Ludobójstwo to objęło także Polskę. I właśnie ten nieludzki
wymiar komunizmu, idea zastosowana, musi być zasadniczym odniesieniem oceny
powojennego zaangażowania ludzi pióra w Polsce po stronie komunistycznej.
Zaangażowanie to – choćby nawet nominalne – umacniało zabór
sowiecki i stanowiło także narzędzie totalitarnej indoktrynacji, przynosiło
szkodę kulturze. Tej oceny nie zmienia narzucony i krótki udział Polski
w koalicji antyhitlerowskiej razem z Sowietami, zakończony zdradą sowiecką
i zniewoleniem. We wstępie do Hańby domowej polemizowałem z tezą,
którą wysunął Raymond Aron o pięknie ideologii komunistycznej – pisałem,
że należy widzieć teorię stosowaną, ale także inne elementy teorii, na przykład
wyznawanie idei i praktyki terroru.
1 Esej ten ukazał
się w piśmie „Arcana” 1999, nr 3 (27).
2 W liście Józefa Czapskiego
do Czesława Miłosza z 4 marca 1983 [w:] Czesław Miłosz: Nieobjęta
ziemia. Paryż. Instytut
Literacki, s. 117.
Właściwe
opisywanie faktów stało się w pełni możliwe u schyłku PRL i po jego upadku.
Postawa pisarzy czy intelektualistów ukazuje się na tle sytuacji w zniewolonym
kraju. Jednak mimo coraz pełniejszego obrazu ponurych i strasznych faktów,
nadal działa „lobby” usprawiedliwiające współpracę z reżimem.
Zabierają także głos nieliczni już twórcy, popierający reżim w okresie tworzenia
komunistycznego państwa. Najczęściej akceptują oni tamto swoje uczestnictwo
lub je tłumaczą. Wnoszą, że nie byli sprawcami zła moralnego i społecznego,
gdyż według nich element sprawczy znajdował się na zewnątrz. Lub przekonują,
że współtworząc kulturę akceptującą tamte państwo, prowadzili swoistą grę,
której celem i skutkiem było ratowanie jakiejś innej, prawdziwej kultury:
„Byłem zaangażowany w Grę: ustępstw i zewnętrznych
oświadczeń lojalności, podstępów i zawiłych posunięć w obronie
pewnych walorów.”3
Tak
stawia sprawę Czesław Miłosz, ukazując strategię swoich życiowych i politycznych
wyborów, już od czasu okupacji, jako „troskę o zdrowie polskiej
poezji w perspektywie nie lat, ale stuleci” 4.
Służbę komunistycznemu reżimowi uzasadniał potrzebami swego duchowego
rozwoju:
Być we właściwym obozie: wyrachowanie, ale wyższego
rzędu. Bo rozpada się wewnętrznie, kto siebie bez ustanku nie przezwycięża
[...] na to rzeczywistość społeczna musi być dostatecznie plastyczna, nie
tak ustalona jak na Zachodzie. I przecie nic innego jak ten chaos nowych
kształtów kazał mi trzymać się Polski Ludowej5.
Miłosz
idzie tu dalej niż inni, relatywizując czynnik etyczny życia, gdyż według
niego nieetyczne działanie może być usprawiedliwione osiągniętym poziomem
twórczości. Ta teza powraca wielokrotnie:
„Moją sytuację [po wojnie –J.T.]
określiłbym jako karkołomną, niesamowitą, nielogiczną, niemoralną,
nie-do-opisania. Po upływie wielu lat to, czego udało
mi się dokonać w literaturze, jest
rzutowane wstecz, czyli ówczesna fałszywa gra zyskuje uzasadnienie
ex post. Zarazem cała tamta faza historyczna traci ostrość
i w swoich być może najważniejszych
rysach pogrąża się w niepamięć”6.
Po
pierwsze, jak powiedziało się wyżej, tamta faza historyczna coraz bardziej
wyłania się z niepamięci. Po drugie, tak zwane „dokonania” podlegają
zawsze zmiennym ocenom, mogą więc relatywizować to, co Miłosz nazywa „uzasadnieniem
ex post”. Zdarzyło mi się na przykład słyszeć od ważnych dla literatury
polskiej osób – że wyżej oceniają poezję Miłosza Trzech zim,
niż jego poezję późniejszą. Inaczej mówiąc: czy opłaciło się zamieniać poetykę
Trzech zim na poetykę Traktatu moralnego i Toastu?
Z częściowym nawrotem do tego, co poprzedziło Trzy zimy –
publicystycznych efektów Poematu o czasie zastygłym? Kto wie, czy
podobne oceny nie mają powiązania z faktami społeczno-politycznymi biografii
pisarza. Takich sądów i podobnych zależności nie będę w zasadzie tutaj sprawdzał.
3
Czesław Miłosz: Zniewolony umysł. Wyd. II. Paryż 1980. Instytut
Literacki, s. 14.
4
Czesław Miłosz: Zaraz po wojnie. Kraków 1998.
Znak, s. 10.
5
Czesław Miłosz: Tygrys [w:]
Rodzinna Europa. Paryż 1959, s. 225-226.
6Czesław
Miłosz: Rok myśliwego. Paryż 1989. Instytut Literacki, s. 118.
Zresztą
powodem, dla którego zajmuję się stosunkiem Czesława Miłosza do komunizmu
nie jest jego znana powojenna współpraca z komunistyczną władzą, nie tylko
jemu właściwa. Rzecz idzie o jego wypowiedzi na temat komunizmu, ten stan
rzeczy jeszcze dziś usprawiedliwiające, będące ważnym elementem twórczości
Miłosza także po upadku komunizmu w Polsce. W niektórych przypadkach także
poezja Miłosza stanowi porte parole dla poglądów bliskich komunistycznym.
To ostatnie zresztą nierzadkie w poezji polskiej, choć u Miłosza słabo rozeznane.
Jeśli wraca „sprawa Miłosza”, to przede wszystkim ze względu
na ten typ usprawiedliwiającej refleksji. Bez niej epizod powojenny Miłosza,
raz zaklasyfikowany, mało kogo by już interesował, jak dzieje się w wypadku
Tadeusza Brezy czy Juliana Przybosia.7
Przez oceny i samooceny Miłosza
przewija się jak leitmotiv sugestia, że pisarze w Polsce po wojnie
„starali się chronić, co można”8.
Trzeba powiedzieć, że mało wiadomo o tym, co – za cenę jakiejś akceptacji
zniewolenia – rzeczywiście zostało czy zostałoby uratowane, czy było
to coś ważnego, nie wiadomo też, jak cała powojenna sytuacja literatury
wpłynęła w ostatecznym bilansie na jej dziedziczony dzisiaj kształt estetyczny.
Należałoby zbadać literaturę wraz z jej gatunkami i poetykami. Na ogół ciężar
badań spoczywał jak dotąd na łatwiejszej, według mnie, ocenie związanych
z literaturą faktów moralno politycznych. Mniej oceniano utwory literackie
pod kątem ich prawdziwości historycznej, a jeszcze mniej badając zastosowania
preferowanych stylów i poetyk, ich powiązania z opcjami życia literackiego.
W wypadku poezji samego Miłosza takie oceny zdają się wyraźnie zaniedbane
w opinii krytycznej. Aby przedmiot takiego badania stał się wyraźny, trzeba
mimo wszystko poświęcić najpierw nieco uwagi ocenom moralnym, historycznym
i politycznym. Oczywiście, nie brak wątpliwości, że temat to może zbyt oczywisty,
czyli wybijanie drzwi w nie istniejącym już murze. Jednak uporczywe powroty
Miłosza do tego tematu prowokują do jego polemicznego podjęcia, tym bardziej,
że Miłosz polemizuje także ze mną. Podejmuję ten temat niechętnie; tylko
dzieci lubią krzyczeć, że król jest nagi. Ktoś jednak powinien to robić,
bo opinia publiczna zgoła nie widzi sprawy jasno. Czesław
Miłosz w różny sposób usprawiedliwia tamte, powojenne postawy, związane
ze współpracą czy „grą” z reżimem komunistycznym. Mnoży ostatnio
te wysiłki, choć – zdawałoby się – nic łatwiejszego, jak utrwalenie
takiego spojrzenia u czytelników. Chodząc Nowym Światem w Warszawie, testowałem
to latami na witrynach księgarskich. Widać tu naocznie, jak dryl PRL-u został
zastąpiony wymogami nowej „poprawności”. Niepisane prawo lobby
każe wystawiać książki panującego poglądu, zasuwając inne w cień wewnętrznych
półek. Stale trwa na tych witrynach fala Miłosza.
7
Na placówkach dyplomatycznych
bywali niekiedy ludzie z kręgu opozycji, do 1947 można było wierzyć w jakiś
sukces Mikołajczyka. Przykładem ambasadorowanie w Rzymie do 1947 roku Stanisława
Kota. Przedtem był przez rok ambasadorem w ZSSR (1941-1942), jako prawa
ręka tam gen. Sikorskiego.
8
Cz. Miłosz: Zaraz
po wojnie, op. cit., s. 93.
Opisanie
postawy Miłosza nie jest łatwe, zważywszy na bardzo bogatą, czasem wybitną,
fascynującą już kilka pokoleń czytelników twórczość i ciągłe do niej –
pamiętnikarskie i publicystyczne – autokomentarze pisarza. Postawa
jego przechodziła przy tym różne ewolucje. Trwałym akcentem były zawsze
komentarze do dziejącej się historii Polski. W tym sensie odszukiwanie tego
elementu w biografii i dziełach Miłosza jest jak najbardziej uzasadnione
samą intencją twórczą poety. Na początku lat trzydziestych w Wilnie młody
pisarz związał się z rodzącą się grupą „Żagary”. Publikował Miłosz
na przykład zdania-manifesty:
celem powinno być
urobienie takiego typu człowieka, jaki ze względów społecznych
jest w najbliższej przyszłości potrzebny. A więc artysta
kieruje hodowlą
ludzi.9
Młode środowisko wileńskie grupowało
także późniejszych twórców o sympatiach prokomunistycznych, związanych z
pismami „Poprostu” i „Karta”. Wcześniej były wypowiedzi
Miłosza w wileńskich „Pionach”:
Młode
Wilno stawia sobie za zadanie walkę z regionalizmem. [...]
Jest pod bokiem najciekawszy kraj świata ZSRR.10
Wileński student nie lubił także „Wiadomości
Literackich”:
semicka melancholia
i pakuły humanitaryzmu [...] taką właśnie «nową moralność» proponuje
obóz żydowskiego mieszczaństwa w osobach współpracowników „Wiadomości
Literackich”.11
Faktem
jest, że bardzo krytycznie oceni Miłosz tę swoją młodzieńczą publicystykę.12 Ale
nie – odczuwaną już wtedy i później swoją ocenę II Rzeczypospolitej.13
Można powiedzieć, że pierwszy zbiór Miłosza, Poemat o czasie zastygłym
(1933), był rozłamany między tę wczesną społeczną publicystykę, a zapowiedź
następnego tomu poety Trzy zimy (1936). W Trzech zimach
jak w nurcie głębokiej rzeki pod wizyjno symbolicznym obrazowaniem pojawiało
się prawdziwe dno. To zapewne najczystszy poetycko zbiór wierszy Miłosza.
Trzy zimy były jakby wolne od naskórkowych niechęci politycznych
i powierzchownych społecznych diagnoz poety, które relacjonował już po wojnie,
a które w poezji Trzech zim umiał przedestylować w czysty poetycki
katastrofizm lub wręcz o nich nie pamiętać.
9
Czesław Miłosz: Bulion z gwoździ. „Żagary” 1931,
nr 5.
10
Czesław Miłosz: Sens regionalizmu. „Piony” 1932,
nr 2.
11
Czesław Miłosz: Dwa
fałsze et Co. „Piony” 1932, nr 3.
12 „Pisałem
idiotyczne artykuły [...] żdanowszczyzna”.
[w:] Wstawać rano, pisać, a potem na jagody... Z Czesławem
Miłoszem rozmawia Adam Michnik, „Gazeta Wyborcza” 1991,
nr 132 (8-9 czerwca).
13
Krytyczne wspomnienie o lewicowej działalności Miłosza
w radiu wileńskim i różnych szczegółach jego biografii przedwojennej i okupacyjnej
zamieścił Wiktor Trościanko w szkicu Obóz Laureata, w „Myśli
Polskiej”, Londyn 1981 (1-15 listopada). Przypomina tuż przedwojenne
spotkanie z Miłoszem i jego „obelżywe epitety pod adresem «narodu
polskiego»”.
Z
powojennej perspektywy wyrażał Miłosz niechętne czy wręcz nienawistne oceny
ogólne tamtego polskiego państwa: ideologia prawicy, szowinizm narodowy,
rasizm. Takie zjawiska istniały w dwudziestoleciu międzywojennym, jednak
pod piórem Miłosza urastają do zasadniczej dominanty życia, uzasadniając
jego niechęć do II Rzeczypospolitej jako całości. Przypominają określenia
komunistycznej publicystyki. Podobne ujęcia pojawiają się w Zniewolonym
umyśle (na przykład pejzaż społeczny w szkicu o Gammie). Użyte w sensie
globalnym wydają się tutaj nadużyciem, biorąc pod uwagę także intencję zabarwienia
emocjonalnego. Zapamiętałem rozmowę ze Zbigniewem Herbertem na wiosnę 1989
roku, w Paryżu. Opowiadał o różnicy zdań z Miłoszem, charakterystycznie
– i z właściwą mu sztuką naśladowania ludzi – przytaczając poszczególne
zdania. Cytuję z pamięci: „Miłosz mówił mi, że takie śmiesznie strojne
były te mundury oficerskie w dwudziestoleciu” – „A ja go
pytam: które, polowe?”. W okresie
wojny – jak sam to określa – Miłosz zrywa z mentalnością ludzi
„emigracji londyńskiej”, co oznaczało także zerwanie z ideami
polskiego Państwa Podziemnego, a więc z tym, co stanowiło przedłużenie niepodległej
II Rzeczypospolitej:
akt politycznego
wyboru [...] wyraźnie zwracał się przeciw polskiej prawowierności.
Było to radosne wyzwolenie z przymusów obowiązku. [...]
W tę samą linię
wpisywały
się późniejsze Traktat moralny i Traktat poetycki. Tym
samym moje przyłączenie się do polskiej emigracji w Londynie, czyli do
ludzi
o mentalności, którą w sobie przezwyciężyłem, stawało się niemożliwe14.
Ponieważ
legalnie umocowane, Państwo Podziemne istniało, oznacza to w języku zachowań
obywatelskich opozycję przeciw niemu. Przy czym, inaczej niż u Józefa Mackiewicza
„niewierność” Miłosza wobec emigracji szła w kierunku komunizmu,
a nie antykomunizmu. Łączy się to
swoiście także z określeniem przez poetę, już z odległej perspektywy, jego
ideału zachowań okupacyjnych, trudnego do zrealizowania w Polsce. Według
Miłosza najlepiej byłoby, gdyby przypominał on życie we Francji pasywnego
obywatela Vichy:
Polska mnie przeraża.
Powiedzmy, że przerażała mnie przed wojną, podczas wojny i przeraża całe
te dziesięciolecia po wojnie. Jak powinien zachować się schwytany przez
nią człowiek (urodzenie się tam czy język) jeśli chce być rozumny, trzeźwy,
spokojny, a przy tym uczciwy? Jeżeli uważa te bezustanne ofiary, konspiracje,
powstania za zupełny nonsens, po prostu dlatego, że w „normalnych”krajach
tego nie ma? I ostatecznie, jeżeli 99% Francuzów żyło jak zwykle
po klęsce 1940 roku, to jest normalne. [...] We Francji podczas
II wojny
światowej Matisse, Picasso i inni spokojnie sobie malowali
na Lazurowym Wybrzeżu15.
14
Cz. Miłosz: Zaraz po wojnie,
op. cit., s. 10-11.
15
Cz. Miłosz: Rok myśliwego,
op. cit., s. 232-233.
To
ostatnie raczej pod warunkiem pochodzenia nie żydowskiego. „Rozumny,
trzeźwy” człowiek może więc być konformistą i przystosować się zarówno
do zwycięstwa totalitaryzmu komunistycznego jak nazistowskiego? Miłosz nie
mówi, jak w takim razie ocenia zaangażowanie w walkę z niemieckim nazizmem
André Malraux czy Alberta Camus we Francji? Wspominając okupację tak określa
opracowaną przez siebie i wydaną w podziemiu antologię Pieśń niepodległa
(1942):
I nie żadne moje
komunizowanie, ale to właśnie, nawroty narodowej ortodoksji,
jest plamą, której nie da się wyczyścić. [...] Cisną mnie,
żebym pozwolił
na
druk w
Polsce mojej antologii Pieśń niepodległa z 1942 roku. Mówię: nie
chcę, to było dawno i nie mam z tym nic wspólnego [...] nie życzę sobie
podpisywać się pod Pieśnią niepodległą16.
W
komentarzach do książki Zaraz po wojnie określi Miłosz na rok 1943
swoje zerwanie z mitologią polskiej zbiorowości, już po wydaniu wspomnianej
antologii.17
Dla jasności powiem, że nie jest moją
intencją jakakolwiek przygana poecie, że nie brał osobiście udziału w walce
czy konspiracji. Nie ośmielałbym się oceniać tego u kogokolwiek. Także w
opisanym przez Wiktora Trościankę przypadku Czesława Miłosza, który na fali
uchodźczej z Warszawy znalazł się pod koniec września 1939 w Bukareszcie:
Większość [z pracowników
radia –J.T.] przedostała się do Francji, gdzie rzeczywiście
odtworzono mikroskopijne Polskie Radio, inni poszli do wojska.
Ale nie Miłosz.
On poszedł
gdzie indziej. Do ambasady sowieckiej w Bukareszcie. [...]
Prosił o powrót do Wilna. I stała się rzecz jedyna w epopei
wrześniowej.
Miłosz
dostał swobodny
przejazd do stolicy, podówczas zaprzyjaźnionej ze Stalinem
Litwy, do ludzi w konspiracji Państwa Podziemnego.18
A
jak było – według Miłosza – „zaraz po wojnie”?
Ci, którzy stali się komunistami w 1945
roku, mieli wszelkie logiczne argumenty za sobą. A co do młodych literatów,
to nawet ich inna opcja była mało prawdopodobna. Kraj był włączony w nowe
imperium na stałe: wystarczyło spojrzeć na mapę. Kto więc mógł się opierać?
Nie rozumiejący, stawiający na nową wojnę, na cud itd.19
Uderza tu niechęć do rozróżnień: brak
oporu nie jest tym samym, co zgoda na stanie się komunistą.
16
Cz. Miłosz: Rok myśliwego,
op. cit., s. 214, 216.
17 „Ogromny wpływ Krońskiego
doprowadził do mego «przełomu» w 1943 roku [...] Polska dwudziestolecia
skończyła się nieodwołalnie”. Cz. Miłosz: Zaraz po wojnie,
op. cit., s. 230.
18
W.
Trościanko: Obóz laureata, op. cit.
19
Cz. Miłosz: Rok myśliwego,
op. cit., s. 12.
W roku 1945 polscy
komuniści mieli rację: Polska mogła istnieć albo w kształcie nadanym
jej i gwarantowanym przez Związek Sowiecki, albo przestać
istnieć.20
Rosja
dyktowała warunki, ale o tym, że Polska nie przestała istnieć, zadecydował
jej opór – i przeciw Niemcom i przeciw Rosji. Dlaczego Miłosz tak
tego nie widzi? Według Miłosza, nawet gdyby nie było Jałty, zasada sprawiedliwości
musiałaby oznaczać słuszną utratę polskich Kresów (potwierdził to przyjmując
honorowe obywatelstwo litewskie w Wilnie):
Dla Polski nie
ma miejsca na ziemi. [...] Również zasada samostanowienia musiałaby
podyktować po II wojnie obecną wschodnią granicę w wypadku
tak całkowitej przewagi
zachodnich aliantów, że nie doszłoby do ugody w Jałcie. Polska
oznaczałaby wąski pas wzdłuż Wisły, zbyt gęsto zaludniony,
aby dawało to
jakieś szanse.
Żaden rząd zachodni nie wpadłby na taki pomysł jak Stalin,
żeby wysiedlić miliony Niemców z ich wielowiekowych siedzib
i oddać
ten obszar
Polakom.
Tym samym rzec można, że Polska istnieje z woli i łaski Stalina
.21
Język
zaborowy: z łaski cara. Więc Stalin nie tylko nie zabrał nic Polsce, łamiąc
raz po razie zasady Europy wersalskiej, ale jeszcze podarował jej w ogóle
możliwość bytu historycznego?... Miłosz idzie tu dalej niż powojenni pragmatycy:
że coś za coś. Coś za nic... Oznacza
to także dosyć wyraźnie, że pisarz nie akceptuje walki rządu polskiego od
1939 roku o całość terytorialną Rzeczypospolitej, przeciw dwu sprzymierzonym
ludobójczym reżimom, zaś wzmianka o „wąskim pasie wzdłuż Wisły, zbyt
gęsto zaludnionym” brzmi ponuro, jeśli pamiętać o masowych przesiedleniach.
Co znaczy na tym tle określenie deportacji jako zbrodniczych? Łączy się
to wszystko ze zdecydowanie negatywną oceną postaw powojennego powstania
narodowego przeciw narzuconej władzy sowieckiej i akceptacji reżimu przez
pisarzy:
Pewnie, że niezrozumiałe
dla polskich działaczy antyhitlerowskiego podziemia, którzy
po 1945 roku
siedzieli w celach więziennych, czekając na wykonanie wyroku strzałem
w tył głowy.22
A
ocena reżimu przez resztę społeczeństwa? Jeszcze w 1952 r. Miłosz uważał,
w liście do Melchiora Wańkowicza, że obok poczucia niewoli jest: „pełne
stopienie z państwem, z aparatem, każdy jest jego częścią, z wyjątkiem chłopów”23.
Temu sądowi zaprzeczają tuż powojenne akty oporu zbrojnego, walka zwolenników
mikołajczykowskiego PSL-u, ale i strajki, na przykład w Łodzi. Jest w tych
sądach Miłosza o „stopieniu się z państwem” jakby chęć utożsamienia
się z „lepszą” częścią społeczeństwa, bo do Polski w ogóle Miłosz
ma stosunek niechętny, jeszcze w 1989 roku uważał, że Polska jest, według
niego, „anima naturaliter endeciana”24.
To już u niego jeden z najgorszych epitetów.
20
Cz. Miłosz: Rok myśliwego, op. cit., s. 144.
21
Cz. Miłosz: Rok myśliwego, op. cit., s. 143.
22
Cz. Miłosz: Rok myśliwego, op. cit., s. 52
23
Wańkowicz i Miłosz w świetle korespondencji. Podała do
druku Aleksandra Ziółkowska. „Twórczość”
1981, nr 10, s. 107. Miłosz pisze w Roku myśliwego, że niepotrzebnie
zgodził się na ogłoszenie tej korespondencji: „argumenty
fałszywe, ukrywały moje prawdziwe motywy” (s. 212). Ja jednak
te spontaniczne listy traktuję jako część prawdy o Miłoszu, poglądy
tam wyrażone
powtarzają
się później.
24 O
komunistycznym maglu i polskiej szkole poezji. Rozmowa z Czesławem
Miłoszem. „NaGłos” 1990, nr 1, s. 18.
Podstawowym
argumentem uzasadniającym dla Miłosza służbę dla tuż powojennej Polski komunistycznej
jest ówczesna ocena podporządkowania Polski komunizmowi Rosji Sowieckiej,
nieograniczonego w czasie, trwałego historycznie. A więc „na zawsze”
w ramach Imperium. Pisze Miłosz wielokrotnie, że tylko nowa – nierealna
– wojna światowa mogłaby zmienić tę sytuację. Opór i protest polskiego
społeczeństwa jawią się Miłoszowi jako wyraz dziewiętnastowiecznej tradycji
walk o niepodległość (tę formację nazywa „grottgerowcami”, jeszcze
to przypomnę). Ile w tym spojrzeniu jest, mającego podstawy, pesymizmu geopolitycznego
– jeśli nie Niemcy to Rosja, a ile lojalizmu zaborowego, zwłaszcza
tego z Kongresówki i Ziem Zabranych, nałożonego na Miłoszową niechęć do
II Rzeczypospolitej? Powie przecież Miłosz, że niepodległość była prawdopodobnie
ludziom zamieszkującym Polskę niepotrzebna:
Dla wielu, może
dla większości, polskie państwo pojawiło się jako anomalia
albo wręcz przykra niespodzianka.25
(Rok myśliwego)
Miłosz
mówiąc to wymienia mniejszości, ale dlaczego nie wspomina o wysokiej cenie,
jaką Polacy dobrowolnie zapłacili, broniąc tej niepodległości i budując
polskie państwo? Bo myśli zapewne o lojalistach, nie niepodległościowcach.
Ale także rzeczywistość odzyskanej w dwudziestoleciu niepodległości była
dla pisarza przede wszystkim nieporozumieniem. W korespondencji z Wańkowiczem
pisał:
Nienawiść do tego,
czym była Polska przed wojną, do wszystkich owoców – strasznych26
W
metaforach o dwudziestoleciu późniejszego Traktatu poetyckiego
spojrzy na to łaskawiej, dopuszczając, że „nie daremna była krew ułana”
i że Piłsudski „dwadzieścia lat kupił [...] na sobie nosił delię krzywd
i win, ażeby miało czas dojrzewać piękno”. Dojdzie tam także do głosu
groza nadciągającej utraty niepodległości. Jednak w innych wypowiedziach
dominujące okażą się przykre doświadczenia z drugiej połowy dwudziestolecia.
Pamięć o tych doświadczeniach prowadziła poetę do negatywnych ocen Państwa
Podziemnego, po wojnie do prokomunistycznych postaw, i wciąż rzutuje u niego
na wizję polskiej historii. Perspektywa nie została uładzona, jakby chwila
wciąż dominowała nad całością. Złudne, choć zrozumiałe, pragnienie ideału
przeważa nad szerszymi, niezbywalnymi postawami. Dość
jasna jest u poety niechęć do Polaków walczących w czasie wojny o niepodległość.
A jeśli nie rząd londyński, nie Państwo Podziemne, nie tradycja ludzi niepodległości,
z którymi zerwanie od 1943 roku deklaruje Miłosz – to kto? Komuniści?!
W świetle tego, co się powiedziało wyżej, tylko oni pozostawali na placu
i choć stalinizm reprezentował dla poety złą drogę, innej według niego nigdy
już być nie miało. A przecież żarliwość polskiej konspiracji była czuwaniem
nad szansą niepodległości, choć ta się nie spełniła. Trzeba jednak wysoko
cenić byt narodowy, by mieć nadzieję i posiadać żarliwość. Jej cena jest
wewnętrzna.
25
Cz. Miłosz: Rok myśliwego, op. cit., s. 256.
26
Wańkowicz i Miłosz..., op. cit., s. 99.
Wprowadźmy
teraz trochę chronologii. Te sądy o Polsce i Polakach powtarza Miłosz po
zerwaniu z komunistycznym rządem warszawskim, pojawiają się we wspomnieniach
Rodzinnej Europy (1959), jednak najsilniej w publicystyce (bo raczej
tak trzeba to nazwać) diariusza Roku myśliwego. To dziennik pisarza
od połowy roku 87 do połowy 88. Wiemy, co poprzedziło napisanie tego dziennika
w latach osiemdziesiątych. Miłosz odwiedził Polskę solidarnościowego zrywu,
odczuwał swoją popularność (przecież już po Noblu), ale – chyba –
poglądów na sens tego, co działo się tuż po wojnie, nie zmieniał. A przecież
były jakieś powody rewizji starych pojęć. Dostrzegali to nawet nie Polacy.
Nie upłynął i miesiąc od nastania w Polsce stanu wojennego, gdy w Paryżu,
nocą, przez radio w samochodzie, na bulwarze Saint-Germain, usłyszałem słowa
prezydenta Mitteranda: „Il faut sortir de Yalta” („Trzeba
odejść od Jałty”). Znaczy to
wszystko, że sytuacja – przez dziesięciolecia mniej czy bardziej statyczna
– gwałtownie się zmieniała. Na nowo zakwestionowano moralne trwanie
imperium. Siłą rzeczy dowartościowano starą polską emigrację polityczną
po masowym exodusie ludzi Solidarności. Więc miał sens opór tej starej emigracji
i jej honor? Czy nie tym właśnie – na przekór – trzeba tłumaczyć
nową próbę poety, w obliczu zagrożenia aktualną świadomością – by
uparcie potwierdzać logikę tego, co robił zaraz po wojnie? No tak, albo-albo,
bo inaczej trzeba by było przyznać się do błędu. Świadomy może bardziej
niż jego jednostronni apologeci, że pewne sprawy będą domagać się wyjaśnień,
powrócił do sprawy powojennych zaangażowań w Roku myśliwego (1989).
Nadal atakuje tu polską emigrację polityczną:
Otóż w 1945 roku
nie było żadnych danych, które by mogły uzasadnić emigrację
jako akt polityczny, chyba że ktoś nie chciał rozumować trzeźwo.
To dzisiaj
rzutuje się późniejsze
wypadki wstecz i przyznaje się sens wytrwaniu na pozycjach
straconych,
przyjmując milcząco dodatkowe założenie o ciągle tej
samej walce narodu o niepodległość.27
Intelektualista,
który nie rozumie, że nawet czysta idea może być aktem politycznym? Tak
właśnie było w Polsce przez 150 lat z ideą niepodległości. Ale
argumenty Miłosza były w zasadzie wciąż stare – bo chociaż czuć już
było jakieś podziemne historyczne drgania, kto liczył – nawet na pięć
przed dwunastą – na rychłe runięcie berlińskiego muru? Rok myśliwego
miał zrekapitulować poety czas powojenny, już z charyzmą sukcesu Nobla i
afirmacją przez polskie społeczeństwo. Zaczynało chodzić coraz silniej o
usprawiedliwienie swego udziału (i pisarzy tamtej epoki) w PRL-u, usprawiedliwienie
uwiedzionych przez komunizm. Że tendencja ta utrzymuje się, dowodem jest
nowa książka, korespondencji Miłosza z pisarzami, zatytułowana pierwotnym
tytułem Popiołu i diamentu Jerzego Andrzejewskiego: Zaraz po
wojnie (1998). Skąd jednak znów decyzja, po dalszych dziesięciu latach,
powrotu do tych samych argumentów, wspartych tym razem „szerokim frontem”
postaw tych pisarzy, którzy w kraju opowiedzieli się „za” komunizmem
lub – według terminu Miłosza „manewrowali”? Co zmieniło
się od Roku myśliwego do Zaraz po wojnie?
27
Cz. Miłosz: Rok myśliwego, op. cit., 145.
No
cóż – upadło jednak Imperium, a Polska – godnie czy mniej godnie
– odzyskała niepodległość. Całe więc solidne podmurowanie gmachu,
tłumaczenie wyborów tuż powojennych („na trwałe w Imperium”),
także upadło. Wieczne trwanie komunizmu okazało się iluzją jeszcze na oczach
niedobitków generacji, która o tę niepodległość w czasie wojny walczyła.
A rekwizyty niepodległości i jej ciągłości, przechowywane pieczołowicie
w Londynie – godnie czy mniej godnie powróciły do Polski. Można oczywiście
nadal twierdzić, że czterdzieści pięć lat to było – „na stałe”.
Tak nadal tłumaczy poeta swoje powojenne stanowisko (Zaraz po wojnie).
To uzasadnienie zawiera zasadniczy błąd. Nie tylko w samej diagnozie, ale
i w tym, co ona za sobą pociągała. Może
ktoś powiedzieć, że pisząc ten esej korzystam z ułatwienia, bo historia
na nowo przetasowała karty. Że w poprzednim rozdaniu argumenty Miłosza były
na miejscu. I czy można krytykować uzasadnienia poety z powodu przypadku,
że komunizm runął szybciej, niż się spodziewaliśmy? Jednak upadek komunizmu
był możliwy także dlatego, że byli ludzie – w krajach komunistycznych,
w tym i w Polsce, ale i poza imperium komunistycznym – którzy nie
„manewrowali”, lecz od początku prowadzili walkę z komunizmem, często za
najwyższą cenę, niezależnie od szans powodzenia tej walki w określonym czasie.
I dla których żadna kariera osobista (nawet w imieniu zdrowia literatury
swego narodu) nie uzasadniała rezygnacji z tej walki. Można w tym miejscu
przypomnieć ten sąd Pawła Jasienicy:
Z goryczą myślę
o historii Czesława Miłosza. Ludzie, którzy już w roku 1945
mieli taką sławę pisarską jak on, mogli swoją postawą wywrzeć
wpływ
na rzeczywistość.
Mogli
przynajmniej o ten wpływ walczyć. Czesław Miłosz nie jest wolny
od osobistej odpowiedzialności za wytworzenie się stanu
rzeczy, który później jego samego
skłonił do ucieczki.28
Warto
zwrócić uwagę, że argumentacja Miłosza służy dziś nie tylko usprawiedliwianiu
własnej postawy i postawy innych pisarzy zaangażowanych po wojnie w komunizm,
ale w jakimś stopniu również postawy polskich komunistów budujących po wojnie
polską gubernię sowiecką. Różne wmówienia w imieniu „historii” wraz z antyprawicową
fobią utrzymały się zresztą pośród wielu osób odrzucających „nadużycia”
komunizmu i ludobójstwo. Wiem coś o tym nawet z okresu nagrań do Hańby
domowej. Podobne oceny przecinają się w którymś miejscu z sądami polskich
neotrockistów spod znaku Adama Michnika, Jacka Kuronia (wyrażającego radość,
że Lwów nie jest już polski) i im podobnych, ostrzegających przed „zoologicznym
antykomunizmem” (termin Michnika)! To niewątpliwie także argumenty
przeciw rozliczeniom i osądom PRL-u. Dlatego niektóre z argumentów Miłosza
mają tu, jak już widzieliśmy, posmak „orwellowski”. W jednym
ze szkiców Pieska przydrożnego (1996) Miłosz mówi, że w niezłomności,
zapewne antykomunistycznej, „pewnego człowieka”, pomagały mu
jego „cechy najgorsze”, uważa jednocześnie, że komunizm mógł
apelować do „najlepszych cech” (Niezłomność).
28
Cyt. za: Marek Zieliński; Prawo Archimedesa, „Kultura i Życie” 1990, nr 17 (24 sierpnia), dod. „Życia
Warszawy”.
W
podobnych ocenach nie chodzi tylko o okres powojenny w kraju. Jeśli zgodzilibyśmy
się z tezami Miłosza, do bezproduktywnego lamusa historii należałoby wrzucić
polską niepodległościową emigrację literacką (nie mówiąc o politycznej)
w Londynie czy w Ameryce, przyjąć za anachronizm ich służbę wolności i legalności
Rzeczypospolitej, uznać za byle jaką (podobno nie uniwersalną!) –
poezję piętnującą sowieckie ludobójstwo, zbrodnię Jałty i polskiego państwa
komunistycznego. W istocie publicystyka Miłosza pełna jest skierowanych
w tamtą stronę przykrych formuł, a w ocenach literackich np. Lechonia i
Wierzyńskiego słychać lekceważenie. Wiemy, że ciężko odczuł Miłosz nieufność
wobec jego osoby w pierwszym okresie po zerwaniu z PRL-em, wyrażaną przez
emigracyjne zbiorowości. Swoistej „mediacji” wobec sytuacji i
poglądów Miłosza podjął się w prywatnej wymianie listów z poetą Melchior
Wańkowicz. Podzielam jednak wyrażone w tej korespondencji zastrzeżenia Wańkowicza
wobec tamtego Miłosza.29
Wańkowicz zwraca uwagę, że w okresie powojennym Miłosza była najpierw praca
na placówce dyplomatycznej, to, co określił on w liście do Miłosza jako
„podpieranie nazwiskiem literackim niewolnictwa własnego narodu”.30
Na co odpowiadał Miłosz: „Dla mnie wyrzutem sumienia jest to,
co zrobiłem zrywając”.31
Jak wiemy, w 1951 roku Miłosz opuścił
stanowisko dyplomatyczne I sekretarza ambasady polskiej w Paryżu (przedtem
był dyplomatą w New Yorku i kierował attachatem kulturalnym w Waszyngtonie),
określając to „zerwaniem z rządem PRL”. W „Kulturze”
paryskiej (nr 5 z 1951), w artykule Nie, określił swój stosunek do Polski
komunistycznej:
W ciągu pięciu
lat służyłem lojalnie mojej ludowej ojczyźnie [...] cieszyłem
się, iż pół-feudalna struktura Polski została złamana, że
robotniczo-chłopska
młodzież zapełnia
uniwersytety, a polska zmienia się z kraju rolniczego w kraj
przemysłowo-rolniczy. [...] Miałem więc powody, aby trzymać
się nowej Polski zmierzającej
ku socjalizmowi.
29
Wańkowicz i Miłosz..., op. cit., s. 95.
30
Wańkowicz i Miłosz..., op. cit., s. 95.
31
Wańkowicz i Miłosz..., op. cit., s. 100.
|